Klient pyta o cenę wydruku, a Ty liczysz tylko filament

Klient przysyła plik, slicer pokazuje 84 gramy i dziewięć godzin druku. Filament kosztuje 75 zł za kilogram, więc materiał to jakieś osiem złotych. Wycena idzie: „sto złotych, bo to trochę roboty”. I przez pierwsze pół roku wszystko się zgadza, bo pieniądze wpływają. Problem widać dopiero wtedy, gdy trzeba wymienić hotend, kupić drugą szpulę tego samego koloru na poprawkę i policzyć, ile godzin poszło na korespondencję z klientem, który trzy razy zmieniał wymiar otworu.

Poniżej rozbicie tej samej wyceny na składniki, które zwykle wypadają z kalkulacji, i schemat liczenia, który mieści się w kilkunastu minutach.

Slicer pokazuje 84 gramy, a ze szpuli schodzi 107

Liczba z podglądu slicera to masa samego modelu. Ze szpuli schodzi więcej i różnica bywa duża, szczególnie przy częściach z nawisami.

  • Podpory. Przy geometrii wymagającej podparcia dokładają zwykle od kilkunastu do kilkudziesięciu procent masy modelu. Slicer podaje tę wartość osobno – wystarczy ją odczytać, a nie pominąć.
  • Skirt, brim, wieża czyszcząca. Kilka gramów na wydruk. Przy druku wielomateriałowym z jedną dyszą wieża potrafi zjeść więcej filamentu niż sam model.
  • Purge przy zmianie szpuli i resztka na rdzeniu. Ostatnich 20-40 gramów ze szpuli w praktyce rzadko da się bezpiecznie wydrukować, bo nie wiadomo, czy starczy do końca zadania.
  • Filament zwilgotniały. PETG i nylon po kilku tygodniach w otwartym pomieszczeniu wymagają suszenia albo lądują w koszu. To realny odpad, nie teoria.

Dla przykładowego zlecenia: 84 g modelu, 19 g podpór, 4 g na skirt i purge daje 107 g ze szpuli. Przy filamencie za 75 zł netto za kilogram (typowy przedział rynkowy dla PLA w polskich sklepach w sierpniu 2026 to mniej więcej 40-100 zł za kilogram według ofert widocznych na Ceneo i Allegro) materiał kosztuje 8,03 zł, nie 6,30 zł. Różnica sama w sobie jest mała. Gorzej, że przy takim liczeniu materiał to jedyna pozycja w wycenie.

Godzina pracy drukarki kosztuje, tylko nikt tego kosztu nie zapisał

Drukarka zużywa się od pierwszej godziny. Żeby wpisać to do wyceny, potrzebna jest jedna liczba: koszt godziny maszyny. Liczy się ją raz, potem mnoży przez czas z slicera.

Składnik Jak policzyć Przykład: maszyna FDM za 4500 zł
Amortyzacja cena zakupu / zakładana liczba godzin druku do wymiany maszyny 4500 zł / 4000 h = 1,13 zł/h
Prąd średni pobór w kWh na godzinę × cena kWh 0,12 kWh × 1,05 zł = 0,13 zł/h
Dysza cena dyszy / przebieg do wymiany 25 zł / 400 h = 0,06 zł/h
Powierzchnia robocza (PEI, szkło, klej) koszt płyty i materiałów / przebieg 150 zł / 1500 h = 0,10 zł/h
Hotend, pasy, wentylatory, łożyska pakiet części na rok / godziny druku w roku 400 zł / 2000 h = 0,20 zł/h
Serwis i kalibracja godziny serwisu w roku × stawka operatora / godziny druku w roku 6 h × 80 zł / 900 h = 0,53 zł/h
Razem suma pozycji 2,15 zł/h

Dwie liczby z tej tabeli trzeba sprawdzić u siebie, bo przenoszenie ich w ciemno nie ma sensu.

Pierwsza to pobór prądu. Wartość 0,12 kWh na godzinę odpowiada otwartej drukarce FDM z podgrzewanym stołem ustawionym na 60 stopni, drukującej PLA w ogrzewanym pomieszczeniu. Maszyna z podgrzewaną komorą drukująca ABS przy stole na 100 stopniach pobiera wielokrotnie więcej, a i to zależy od temperatury w warsztacie. Watomierz za kilkadziesiąt złotych włożony między gniazdko a drukarkę daje odpowiedź w jedną dobę i kończy zgadywanie. Cena kilowatogodziny też jest zmienna: dla firm w 2026 roku pełny koszt brutto sięga według zestawień branżowych mniej więcej 0,95-1,18 zł/kWh, ale w kalkulacji liczy się to, co widnieje na własnej fakturze, razem z opłatą mocową i dystrybucyjną.

Druga to amortyzacja, bo tu decyduje cena maszyny. Ta sama kalkulacja przy drukarce za 25 000 zł z zamkniętą komorą daje 6,25 zł/h z samej amortyzacji, czyli koszt godziny rośnie do siedmiu złotych z groszami. Jeśli w warsztacie stoją maszyny w różnych klasach, każda potrzebuje własnej stawki godzinowej. Inaczej tanie zlecenia będą lądować na drogiej drukarce, a rentowność rozjedzie się bez żadnego widocznego powodu.

Dla naszego zlecenia: 9 godzin × 2,15 zł = 19,35 zł. To już ponad dwa razy więcej niż filament, a wciąż nie ma w wycenie ani jednej minuty ludzkiej pracy.

Jeden wydruk na dwanaście idzie do kosza i ktoś za niego płaci

Nieudane wydruki nie są wypadkiem przy pracy, tylko stałą pozycją kosztową. Odklejony narożnik po ośmiu godzinach, zatkana dysza w połowie zadania, źle dobrane podpory, które urwały detal przy odrywaniu – każdy taki przypadek zużył materiał, czas maszyny i czas operatora, a klient nie dostał niczego, za co mógłby zapłacić.

Zamiast wpisywać do wyceny „coś na zapas”, lepiej mieć wskaźnik. Wystarczy przez miesiąc notować w arkuszu dwie liczby: ile zadań ruszyło i ile trzeba było powtórzyć. Mnożnik do wyceny to jeden podzielony przez różnicę jedynki i udziału powtórek.

  • 5% powtórek – mnożnik 1,05
  • 8% powtórek – mnożnik 1,09
  • 15% powtórek – mnożnik 1,18
  • 25% powtórek – mnożnik 1,33

Mnożnik dotyczy kosztu materiału i czasu maszyny, bo to one przepadają razem z wydrukiem. Przy 8% powtórek nasze 27,38 zł kosztu bezpośredniego rośnie do 29,84 zł.

Ten wskaźnik ma jeszcze jedną funkcję. Jeśli wychodzi powyżej 15%, wycena nie jest problemem do rozwiązania – problemem jest proces. Taniej wyjdzie kupić suszarkę do filamentu i poświęcić popołudnie na kalibrację przepływu niż dopisywać narzut w każdej ofercie.

Najdroższa pozycja siedzi przy komputerze, nie w drukarce

Typowe zlecenie z zewnątrz wymaga po stronie warsztatu kilku rzeczy, których nie widać w slicerze:

  • przeczytanie zapytania, dopytanie o materiał, tolerancje i termin – 5-15 minut,
  • otwarcie modelu, sprawdzenie siatki, naprawa dziur, ustawienie orientacji i podpór – 10-30 minut przy pliku od klienta, który projektował w programie do wizualizacji,
  • slicing i sprawdzenie podglądu warstwa po warstwie – 5-10 minut,
  • zdjęcie wydruku, usunięcie podpór, opiłowanie, ewentualne wygładzanie – 10-40 minut,
  • sprawdzenie wymiarów suwmiarką, zdjęcia, pakowanie, faktura, nadanie paczki – 15-25 minut.

Stawkę operatora liczy się z własnych kosztów, nie z wyczucia: miesięczne koszty utrzymania warsztatu i wynagrodzenia podzielone przez liczbę godzin, które realnie da się w miesiącu sprzedać. Przy jednoosobowym warsztacie godzin sprzedawalnych jest zwykle znacznie mniej niż roboczych, bo księgowość, oferty i zakupy też zjadają czas.

Dla przykładu przyjmijmy 50 minut pracy operatora i stawkę 90 zł za godzinę. To 75 zł, czyli więcej niż filament i maszyna razem wzięte.

Tu jest miejsce, w którym narzędzia AI faktycznie coś skracają, choć nie tyle, ile obiecują sprzedawcy. Automatyczna naprawa siatki i podpowiedź orientacji potrafią zejść z dwudziestu minut do pięciu przy prostych bryłach. Model językowy z wgranym cennikiem szybko przerabia opis zlecenia na wypełniony formularz wyceny i gotową odpowiedź do klienta. Żadne z tych narzędzi nie usuwa jednak pozycji z kalkulacji – zmniejsza liczbę minut, którą do niej wpisujesz. Sprawdzenie wymiarów i obróbka mechaniczna zostają po stronie człowieka.

Cała wycena w kilkanaście minut: kolejność kroków

Schemat zakłada, że koszt godziny maszyny i stawka operatora są policzone raz i leżą w arkuszu. Wtedy pojedyncza wycena to siedem kroków.

Krok Co robisz Przykład
1 Odczytaj z slicera masę modelu, masę podpór i czas druku 84 g + 19 g + 4 g = 107 g, 9 h
2 Materiał = gramy × cena kilograma / 1000 107 × 75 / 1000 = 8,03 zł
3 Maszyna = godziny × stawka maszyny 9 × 2,15 = 19,35 zł
4 Sumę kroków 2 i 3 pomnóż przez mnożnik powtórek 27,38 × 1,09 = 29,84 zł
5 Operator = minuty × stawka / 60 50 × 90 / 60 = 75,00 zł
6 Koszt własny = krok 4 + krok 5 104,84 zł
7 Dolicz marżę i zaokrąglij w górę +25% = 131 zł netto

Sto trzydzieści jeden złotych zamiast stu, które padły na początku, i to bez wysyłki, która idzie osobno. Przy jednej sztuce różnica wygląda niegroźnie. Przy dwudziestu takich zleceniach w miesiącu to około sześciuset złotych, które wcześniej po prostu znikały.

Kolejne sztuki tego samego modelu liczy się inaczej: kroki 2, 3 i 4 rosną proporcjonalnie, ale z kroku 5 zostaje tylko obróbka i pakowanie, bo przygotowanie pliku było jedno. Dlatego druga sztuka może kosztować połowę pierwszej i nadal być rentowna. Dobrze mieć to policzone, zanim klient zapyta o rabat przy większej serii.

Poniżej pewnej kwoty samo przyjęcie zlecenia jest stratą

Część kosztu operatora nie zależy od wielkości wydruku. Odpisanie na zapytanie, wystawienie faktury, spakowanie i nadanie paczki zajmuje mniej więcej tyle samo przy uchwycie za pięć złotych i przy obudowie za czterysta. Zwykle wychodzi 30-50 minut na zlecenie, niezależnie od tego, co jedzie na stole.

Przy stawce 90 zł za godzinę to 45-75 zł kosztu, który powstaje zanim drukarka w ogóle ruszy. Zlecenie za 60 zł nie jest niską marżą, tylko dopłatą do interesu.

Trzy sposoby domknięcia tego, do wyboru:

  • Minimalna wartość zlecenia. Ustawiona na 2,5-3 razy koszt obsługi, czyli w tym przykładzie 150-200 zł netto. Poniżej progu wycena po prostu nie jest wystawiana.
  • Osobna opłata za przygotowanie pliku. Sensowna tam, gdzie klienci przysyłają modele wymagające naprawy. Rozdziela to, za co płacą, i przestaje karać zleceń z gotowym, poprawnym plikiem.
  • Zbiorczy termin dla małych zleceń. Drobne rzeczy zbierane przez tydzień i drukowane jednym wsadem, z jedną paczką na klienta. Koszt obsługi rozkłada się wtedy na kilka pozycji.

Próg działa tylko wtedy, gdy jest napisany na stronie i w podpisie maila. Wysyłanie klientowi wyceny na 180 zł za wydruk, który on sam wycenia sobie na dwadzieścia, kosztuje jeszcze jedną rundę korespondencji i kończy się tak samo.

Co ustawić przed następną wyceną

Trzy rzeczy do zrobienia w tej kolejności, każda w jedno popołudnie.

Najpierw watomierz między gniazdko a drukarkę i doba pomiaru przy typowym zadaniu – to zamyka temat prądu na rok. Potem arkusz z tabelą kosztu godziny maszyny, osobny wiersz dla każdej drukarki w warsztacie, wypełniony własnymi cenami części i faktycznym przebiegiem. Na końcu zeszyt albo kolumna w arkuszu, w której przez miesiąc lądują wszystkie powtórki – z tego wyjdzie mnożnik, którego dziś nie ma czym zastąpić.

Po tych trzech krokach zostaje decyzja, której nie da się obejść liczeniem: ustalić własny próg minimalnego zlecenia i wpisać go na stronę jeszcze przed odpisaniem na kolejne zapytanie o wydruk uchwytu za dwadzieścia złotych.


Opublikowano

w

przez

Tagi: